Nadszedł wyczekiwany od dawna dzień – wyjazd na czterodniową wycieczkę do Pragi. Na ten dzień czekali pewnie nie tylko uczniowie, ale także rodzice i szkolne korytarze, potrzebujące przerwy. Oto nadeszła chwila prawdy i 22.05.2018r. o godzinie 5.45, siódmoklasiści oraz uczniowie klas drugich i trzecich gimnazjum zgromadzili się przed bramą szkoły, rzecz jasna wyspani i rześcy, głodni przygód i tryskający energią, jak to rano bywa.
Po załatwieniu niezbędnych formalności wyruszyliśmy w „nieznane”. Bez większych przeszkód dotarliśmy do Karłowa, który był pierwszym punktem w planie naszego wyjazdu. Jeśli ktoś do tej pory przysypiał na stojąco, wyjście na szczyt Szczelińca Wielkiego zapewniło mu brutalną pobudkę. Czekało tam na nas mnóstwo schodów, a także ciasnych przejść pomiędzy skałami, które uczyniły spacer niezwykle ciekawym i tym bardziej mogliśmy docenić przepiękne widoki, witające nas na szczycie. Po chwili zachwytu zeszliśmy uroczą ścieżką, już rozbudzeni i gotowi na dalszą podróż. Po około godzinie przejechaliśmy do Błędnych Skał, gdzie pokonywaliśmy kolejną część trasy, przedzierając się przez kolejne kilometry skalnych ścieżek. Wreszcie po długiej wyprawie dotarliśmy do naszego pensjonatu, zjedliśmy późną obiadokolację i, zakwaterowawszy się w trzyosobowych pokojach, przespaliśmy naszą pierwszą noc w Pradze.
Drugi dzień rozpoczął się dynamicznie, na co nasze zaspane oczy i zmęczone nogi nie były przygotowane. Na śniadaniu zebraliśmy się już o 7.30, następnie kolejny raz wsiedliśmy do autokaru, by zacząć zwiedzanie zabytkowej Pragi. Przed tym jednak, wstąpiliśmy do Muzeum Zmysłów, w którym znaleźliśmy wiele fascynujących atrakcji i świetnie się bawiliśmy. Po zabawie, przyszedł czas na spacer po czeskiej chlubie. Myślę, że to miasto zauroczyło każdego. Dodatkowo dopisywała słoneczna pogoda. Najpierw zwiedzaliśmy Plac Wacława na Nowym Mieście, gdzie mogliśmy zjeść co nieco. Przeszedłszy przez Bramę Prochową, znaleźliśmy się na Starym Mieście, gdzie widzieliśmy Trakt Królewski, Teatr Stanowy, Karolinum, mogliśmy podziwiać Ratusz i jeden z najsłynniejszych zegarów świata - Zegar Orłoj, przed którym "z okazji Imienin, Pani Iwonie składaliśmy najlepsze Życzenia" i śpiewaliśmy serdeczne "Sto Lat". Wspięliśmy się krętymi schodami na wieżę zegarową, by stamtąd móc podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę Pragi. Zobaczyliśmy także Kościół Świętego Mikołaja, Pałac Golz-Kińskich oraz pomnik Jana Husa. Zwieńczeniem całego dnia okazał się rejs statkiem po rzece Wełtawie, na który wybraliśmy się metrem po obiadokolacji. W czasie rejsu mogliśmy bez większego wysiłku podziwiać miasto pięknie oświetlone nocą. Spacerowi po spowitej mrokiem Pradze towarzyszył mocny deszcz, który zmoczył nas do suchej nitki i oczyścił ze wszelkich wątpliwości - już wiedzieliśmy, że „będzie się działo”.
Trzeci dzień zaczął się według wcześniejszego porządku. Po śniadaniu znów ruszyliśmy zwiedzać. Tym razem naszym celem były Hradczany, czyli dawniej "królewska" dzielnica Pragi. Przeszliśmy się po zabudowaniach Lorety, katedry św. Wita i Płacu Króleskiego, słuchając ich historii, a o godzinie 12.00 przybyliśmy pod Pałac Prezydencki, gdzie obserwowaliśmy uroczystą zmianę warty. Spacerując po słynnym Moście Karola, który wcześniej oglądaliśmy wieczorową porą. Po powrocie czekała na nas obiadokolacja i ciepłe łóżka, za którymi wszyscy tęskniliśmy.
Czwarty dzień rozpoczął się od pakowania, sprzątania i szeptania co chwilę "jak to szybko minęło" na zmianę z "chcę jeszcze spać". Po szybkim posiłku około ósmej wyjechaliśmy z uroczej Pragi. Mieliśmy dwie godziny na autokarowy relaks przy akompaniamencie "kojącego" głosu przewodnika. W ostatnim dniu dotarliśmy do Adrspach - sieci rezerwatów przyrody, gdzie przy pięknej pogodzie płynęliśmy łodzią, szliśmy i wspinaliśmy się, przemierzając kolejne kilometry. Wizytówką rezerwatu są skały, które w wyniku erozji przybrały niesamowite kształty zwierząt i przedmiotów codziennego użytku. Patrząc jednak na miny współoglądających, stwierdzam, że im dłużej przypatrywali się tym skałom, tym mniej były one słoniem, wielbłądem czy żyrafą, a przybierały kształty zupełnie inne, wedle fantazji obserwatora. Po wykańczającej wędrówce, nadszedł czas na jedzenie, czyli absolutnie najbardziej wyczekiwany rodzaj poznawania innej kultury ze wszystkich. Gdy zjedliśmy zapasy wszystkich pobliskich sklepów, wróciliśmy do „wracania”.
Po paru przerwach, w tym jednej na zakupy w markecie, o godzinie 21.30 byliśmy z powrotem na parkingu niedaleko szkoły. Nikomu się tutaj nie spieszyło i jestem przekonana, że uczestnicy będą długo wspominać wyjątkową wycieczkę do Pragi, która pozostanie nam w pamięci jako niesamowity wyjazd, a samo miejsce – jako warte ponownych odwiedzin, by znów poczuć magiczny klimat stolicy Czech.